Czy Krzysztof Bosak pytał…

Czy Krzysztof Bosak pytał kogoś o pozwolenie na ślub?

W toczącej się obecnie kampanii wyborczej zarówno prezydentowi Dudzie, jak i innym kandydatom stawiane jest pytanie typu: czy jako prezydent zgodzi się pan podpisać ustawę legalizującą związki partnerskie rozumiane w większości jako zgodę na małżeństwa jednopłciowe.

Mówi się, że nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. W tym wypadku jednak problem leży gdzie indziej. W moim pojęciu pytanie w formie: czy pan się zgodzi podpisać ustawę o związkach partnerskich, jest źle sformułowane. Tak postawione pytanie zakłada bowiem, że prezydent „łaskawie” może się zgodzić podpisać ustawę nie zgodnie z obowiązującym prawem, lecz kierując się swoim światopoglądem.

Zarówno urzędującemu prezydentowi Dudzie, jak i innym kandydatom powinno się zadawać pytanie, które brzmi: dlaczego jako prezydent, wbrew konstytucji, odmawia pan równych praw osobom należącym do mniejszości seksualnych?

Prezydent może mieć własny pogląd na kwestie związane z legalizacją związków partnerskich i to jest OK, jednak jako urzędnik państwowy jest zobowiązany respektować prawo konstytucyjne. W tym kontekście prezydent jest zobowiązany przestrzegać zapisów konstytucji, a nie kierować się swoim światopoglądem czy innymi przekonaniami.

Prezydent jako stróż prawa musi to prawo respektować. Wsłuchując się w debatę publiczną dotyczącą mniejszości seksualnych, odnoszę wrażenie, że nawet dziennikarze i liberalni politycy nie rozróżniają obowiązku przestrzegania prawa przez prezydenta i jego osobistych poglądów.

Kandydat na prezydenta Krzysztof Bosak niedawno wstąpił w związek małżeński.

W wywiadzie na pytanie: czy pan jako prezydent zgodzi się podpisać ustawę o związkach partnerskich, odpowiada przecząco, tak jakby los innych ludzi zależał nie od obowiązującego prawa, tylko od jego osobistych przekonań. Taki sam pogląd reprezentuje prezydent Duda.

Ciekawe, jak zareagowałby pan kandydat na prezydenta (Bosak), gdyby przed ślubem, musiał zapytać prezydenta, biskupa czy innego urzędnika o pozwolenie na wstąpienie w związek z osobą, którą wybrał na swojego życiowego partnera. Jako osoba heteroseksualna nie musi pytać nikogo o zgodę. Jego wybór, jego decyzja i na tym sprawa się kończy.

Gej czy lesbijka nie ma takiej możliwości. Osoby LGBT są w tym względzie dyskryminowane, bo ich związek z osobą, którą kochają i z którą chcą dzielić swój los, obwarowany jest ustawą.

To jest jawne pogwałcenie konstytucyjnego prawa równości. Polska jako państwo nie może uzależniać losu swoich obywateli od poglądów większości sejmowej czy prezydenta. Los obywatela w państwie prawa reguluje konstytucja, a nie poglądy prezydenta, prawicowego posła czy biskupa. Takie stawianie sprawy to anarchia, czyli bezprawie. Wolność wyboru w katolickim kraju, jakim jest Polska, jest zagwarantowane dla wierzących przez boskie prawo wolnej woli.

Niewierzący mają to samo prawo potwierdzone w konstytucji. Dla polityków prawicy i kandydatów na prezydenta, którzy deklarują się jako wierzący katolicy, zachowanie fundamentalnego prawa boskiego do wolnego wyboru powinno być wyznacznikiem postępowania i podejmowania decyzji.

Nie jesteśmy od rozliczania polityków, czy kierują się zasadami swojej wiary czy nie. Jednak jako obywatele mamy prawo i obowiązek domagać się od polityków partii rządzącej i prezydenta przestrzegania prawa konstytucji, na którą przysięgają.

St. Janusz Ciszewski

#polska #prawo #konstytucja #lgbt #bekazprawactwa #bekazkatoli #neuropa #4konserwy #konfederacja #polityka

Powered by WPeMatico